Czy Niemcom uda się powstrzymać falę fałszywych newsów?

Często możemy usłyszeć, że każda próba zapanowania nad tym, co dzieje się w Internecie jest z góry skazana na niepowodzenie. Kontrola nad tym, co pojawia się w sieci jest żadna lub niemal żadna i zdecydowana większość z nas wydaje się godzić z takim stanem rzeczy.

Nie oznacza to jednak, że nie podejmuje się prób wpłynięcia na wiarygodność informacji pojawiających się w sieci. O jednej z nich poinformował niemiecki parlament zapowiadający walkę z fałszywymi newsami – plagą mediów społecznościowych, która, choć rozprzestrzenia się w wirtualnym świecie, może doprowadzić do rzeczywistych tragedii.

Amerykańskie wybory i niemiecki Facebook

O tym, jak szkodliwe mogą być fałszywe newsy wiemy nie od dziś, raz na jakiś czas informacje na ich temat docierają jednak nawet na pierwsze strony gazet. Tak było w przypadku niedawnych amerykańskich wyborów prezydenckich, w czasie których wiele mówiono nie tylko o niepotwierdzonych doniesieniach, ale i o tym, że mogą mieć one wpływ na notowania kandydatów na najwyższy z amerykańskich urzędów. Do sprawy szczególnie poważnie podszedł niemiecki rząd, w którym pojawiły się głosy mówiące o potrzebie wywierania większego niż dotychczas wpływu na najmocniejsze serwisy społecznościowe, w tym zwłaszcza na osoby odpowiedzialne za Facebook i pojawiające się na nim treści. Walka z fałszywymi newsami ma być zresztą częścią szerszej kampanii poruszającej również kwestie związane z tak zwaną mową nienawiści – jedną z największych plag Internetu w dwudziestym pierwszym wieku.

Za nowymi przepisami optuje zwłaszcza Thomas Oppermann – jeden z przywódców SPD. W jego przypadku rozwiązaniem problemu mogłoby być prawo, które narzucałoby na serwisy społecznościowe obowiązek usuwania fałszywych newsów i postów promujących mowę nienawiści w czasie maksymalnie 24 godzin od chwili ich zamieszczenia. Jeśli dany serwis uchylałby się od odpowiedzialności za publikowane na nim treści, miałaby zostać na niego nałożona kara. Ta mogłaby wynosić nawet 500 tysięcy euro za jeden wpis, co z pewnością przyczyniałoby się do tego, że przepisy byłyby traktowane z powagą. Oczywiście, prawo nie działałoby na całym świecie, a przepisy odnosiłyby się do Niemiec.

Możliwe konsekwencje obostrzeń

Wprowadzenie w życie tego rodzaju rozwiązania mogłoby oznaczać ogromne problemy dla serwisów społecznościowych. Konieczne stałoby się nie tylko opracowanie odpowiedniego algorytmu, ale i samego systemu powiadamiania. Z pewnością konieczne stałoby się również zwiększenie zatrudnienia, pewne czynności związane z ochroną systemów przed fałszywymi newsami musiałyby być bowiem wykonywane ręcznie.

Oczywiście, wypowiedź niemieckiego parlamentarzysty na razie jest traktowana przede wszystkim jako sugestia, mamy bowiem do czynienia z przepisem, który musiałby być wyjątkowo starannie dopracowany. Nie można jednak nie dostrzec tego, że powoli stajemy się gotowi na wprowadzanie tego rodzaju ograniczeń nawet, jeśli miałoby się to wiązać z koniecznością redefinicji tego, co określamy jako wolność słowa.

Post Author: Jolanta